"Było to kilka nocy wstecz. Może nawet kilkanaście. Nie pamiętam. Od tamtej chwili, nie chce mi patrzeć na zegarek. Żadne takie. Wszystko jest fałszywe. Nie chce mi się patrzeć na jebiące się psy. Nie chce mi się nawet butów jak przychodzę do domu otrzepywać. Zresztą, to mi się jeszcze dużo rzeczy nie chce, ale nie chce mi się pisać.
A wracając. Tamtejszego wieczoru, coś mną zawładnęło. I dobrze. Jebać cale kołkowate mury, wcześniej stojące. Kołki się przełamały wraz ze mną. I Wam radzę ??? wsadzacie se te kołki w dupe, jak Was nie stać na przełamanie. Podstawy są zrozumiale na tyle, żeby umieć coś z nimi zrobić.
O, nie ma opcji. Jest nudno, sztywno, sztucznie i kozacko. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o tamten wieczór. O psy chodzi i o suki. Te fałszywe i te wierne. Bardziej jednak o te naiwne. To klasyczne. Ale, żeby się nie zagłębiać w teorie standardowej suki, napiszę, że mam już w sobie wyzwolonego psa. I dobrze. Wyzwolone suki na zawsze pozostaną sukami. No i przepraszam, za nadużywanie wzrostu.
Coś poszarpało mi włosy, ale włosy to nic. Wyszarpało mi coś z klatki piersiowej. Chyba źle. Byłam nietknięta, ale zużyta. Gorzej, jakby mnie ktoś zgwałcił. Bo to było takie emocjonalne. Poruszające. Podniecające. I straszne. Co mogła stać się dalej, co mogłam stracić, co mogłam zobaczyć, usłyszeć, wyrzygać. Niezwykła niepewność. Błoga niepewność. I takie malutkie podrażnienie. No ja pierdole. Gdyby nie to podrażnienie, to bym odrapała sobie stopę, a może nawet połowę łydy. Tylko taki hamulec to był. I ja normalnie nie wiem. Wszędzie montują te hamulce. Np. do pojazdów, kurwa, do rowerów. A po chuja to. Potem rząd nie ma z czego wypłacać na jebane patologiczne rodziny, gdzie korzyść płynie dla rodziców alkoholików, narkomanów, a dzieci muszę zapierdalać do szkoły o chlebie ze smalcem.
Waliło mną jak padliną. Słyszałam gruchot własnych stóp. Pojebywałam jak terminator. Jak wściekła suka. Ale lepiej jak pies. Byłam jak wściekły pies morderca, zamknięty w klatce, czekający na egzekucje. Latałam jak opętana. Czułam agresje, moc i pożądanie. Coś na domiar męskich uczuć w stanie uwiązania. Czułam potrzebę wjechania na teren niewinnych uczuć. Zagrzebania uduchowionych w Chrystusie duszy. Sproszkować je i wysypać do betoniarki, wylać ponownie pomiędzy szeregi pustaków i wyć. Wyć, drzeć się, sypać się, ale się drzeć. I sypać się i sypać. I mimo tego poczuć spokój.
Nigdy już nie zasnę??"
Wklejam tu tekst autorstwa Alexandry. Chciała, więc ma swoje u mnie. Proszę, ucieszcie swoją duszę jej słowami.