Poznałam prawdziwy smak moich zmysłów, wykorzystałam je- wycisnęłam z nich słodką esencję. Owa esencja zwyczajowo oblewała mnie i nawilżała godzinami, dopóki... na jej miejsce bezczelnie nie wpełzała trzeźwość. Trzeźwość brutalna, statyczna i niekolorowa. Robiła to delikatnie, lecz szybko. Zmysły, nadal się kołysząc, próbowały wrócić do do normy. Próbowały... przyzwyczaić się do tego, że piękno umysłu zostaje tak nagle zablokowane, stłamszone. Znów zaczynało się myślenie szablonowe, ograniczone. Przed chwilą czułam więcej. Przed chwilą mogłam więcej. Przed chwilą, choć osamotniona przez trzeźwość, wiedziałam więcej. Czułam na karku problemy innych, czytałam wiersze ich mentalności, porozumiałam się z psychozą. Dana mi była wrażliwość, dane mi było patrzenie otwartymi oczyma na swoją wyobraźnię.
niedziela, 11 lipca 2010
środa, 3 lutego 2010
Słowa jej, nie moje.
"Było to kilka nocy wstecz. Może nawet kilkanaście. Nie pamiętam. Od tamtej chwili, nie chce mi patrzeć na zegarek. Żadne takie. Wszystko jest fałszywe. Nie chce mi się patrzeć na jebiące się psy. Nie chce mi się nawet butów jak przychodzę do domu otrzepywać. Zresztą, to mi się jeszcze dużo rzeczy nie chce, ale nie chce mi się pisać.
A wracając. Tamtejszego wieczoru, coś mną zawładnęło. I dobrze. Jebać cale kołkowate mury, wcześniej stojące. Kołki się przełamały wraz ze mną. I Wam radzę ??? wsadzacie se te kołki w dupe, jak Was nie stać na przełamanie. Podstawy są zrozumiale na tyle, żeby umieć coś z nimi zrobić.
O, nie ma opcji. Jest nudno, sztywno, sztucznie i kozacko. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o tamten wieczór. O psy chodzi i o suki. Te fałszywe i te wierne. Bardziej jednak o te naiwne. To klasyczne. Ale, żeby się nie zagłębiać w teorie standardowej suki, napiszę, że mam już w sobie wyzwolonego psa. I dobrze. Wyzwolone suki na zawsze pozostaną sukami. No i przepraszam, za nadużywanie wzrostu.
Coś poszarpało mi włosy, ale włosy to nic. Wyszarpało mi coś z klatki piersiowej. Chyba źle. Byłam nietknięta, ale zużyta. Gorzej, jakby mnie ktoś zgwałcił. Bo to było takie emocjonalne. Poruszające. Podniecające. I straszne. Co mogła stać się dalej, co mogłam stracić, co mogłam zobaczyć, usłyszeć, wyrzygać. Niezwykła niepewność. Błoga niepewność. I takie malutkie podrażnienie. No ja pierdole. Gdyby nie to podrażnienie, to bym odrapała sobie stopę, a może nawet połowę łydy. Tylko taki hamulec to był. I ja normalnie nie wiem. Wszędzie montują te hamulce. Np. do pojazdów, kurwa, do rowerów. A po chuja to. Potem rząd nie ma z czego wypłacać na jebane patologiczne rodziny, gdzie korzyść płynie dla rodziców alkoholików, narkomanów, a dzieci muszę zapierdalać do szkoły o chlebie ze smalcem.
Waliło mną jak padliną. Słyszałam gruchot własnych stóp. Pojebywałam jak terminator. Jak wściekła suka. Ale lepiej jak pies. Byłam jak wściekły pies morderca, zamknięty w klatce, czekający na egzekucje. Latałam jak opętana. Czułam agresje, moc i pożądanie. Coś na domiar męskich uczuć w stanie uwiązania. Czułam potrzebę wjechania na teren niewinnych uczuć. Zagrzebania uduchowionych w Chrystusie duszy. Sproszkować je i wysypać do betoniarki, wylać ponownie pomiędzy szeregi pustaków i wyć. Wyć, drzeć się, sypać się, ale się drzeć. I sypać się i sypać. I mimo tego poczuć spokój.
Nigdy już nie zasnę??"
A wracając. Tamtejszego wieczoru, coś mną zawładnęło. I dobrze. Jebać cale kołkowate mury, wcześniej stojące. Kołki się przełamały wraz ze mną. I Wam radzę ??? wsadzacie se te kołki w dupe, jak Was nie stać na przełamanie. Podstawy są zrozumiale na tyle, żeby umieć coś z nimi zrobić.
O, nie ma opcji. Jest nudno, sztywno, sztucznie i kozacko. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o tamten wieczór. O psy chodzi i o suki. Te fałszywe i te wierne. Bardziej jednak o te naiwne. To klasyczne. Ale, żeby się nie zagłębiać w teorie standardowej suki, napiszę, że mam już w sobie wyzwolonego psa. I dobrze. Wyzwolone suki na zawsze pozostaną sukami. No i przepraszam, za nadużywanie wzrostu.
Coś poszarpało mi włosy, ale włosy to nic. Wyszarpało mi coś z klatki piersiowej. Chyba źle. Byłam nietknięta, ale zużyta. Gorzej, jakby mnie ktoś zgwałcił. Bo to było takie emocjonalne. Poruszające. Podniecające. I straszne. Co mogła stać się dalej, co mogłam stracić, co mogłam zobaczyć, usłyszeć, wyrzygać. Niezwykła niepewność. Błoga niepewność. I takie malutkie podrażnienie. No ja pierdole. Gdyby nie to podrażnienie, to bym odrapała sobie stopę, a może nawet połowę łydy. Tylko taki hamulec to był. I ja normalnie nie wiem. Wszędzie montują te hamulce. Np. do pojazdów, kurwa, do rowerów. A po chuja to. Potem rząd nie ma z czego wypłacać na jebane patologiczne rodziny, gdzie korzyść płynie dla rodziców alkoholików, narkomanów, a dzieci muszę zapierdalać do szkoły o chlebie ze smalcem.
Waliło mną jak padliną. Słyszałam gruchot własnych stóp. Pojebywałam jak terminator. Jak wściekła suka. Ale lepiej jak pies. Byłam jak wściekły pies morderca, zamknięty w klatce, czekający na egzekucje. Latałam jak opętana. Czułam agresje, moc i pożądanie. Coś na domiar męskich uczuć w stanie uwiązania. Czułam potrzebę wjechania na teren niewinnych uczuć. Zagrzebania uduchowionych w Chrystusie duszy. Sproszkować je i wysypać do betoniarki, wylać ponownie pomiędzy szeregi pustaków i wyć. Wyć, drzeć się, sypać się, ale się drzeć. I sypać się i sypać. I mimo tego poczuć spokój.
Nigdy już nie zasnę??"
Wklejam tu tekst autorstwa Alexandry. Chciała, więc ma swoje u mnie. Proszę, ucieszcie swoją duszę jej słowami.
czwartek, 28 stycznia 2010
Muzyczna chujoza.
Była moda na disco, była na techno, była na rap i była na pop. Wszystkie zdychały wyśmiane. Zdychały trendy, nie muzyka i nie słuchacze. Teraz narodziło się grono wszędobylskich metalowczyków. I okey, bo nie jest to zła muzyka. Ale należałoby pamiętać, że 5 minut metalu tez minie. I troszkę niefajnie jest myśleć, że skoro się ma taki, nie inny gust muzyczny jest się lepszym. Dawniej mówiono, że o gustach się nie dyskutuje, teraz gust może być powodem do dyskryminacji. Swoją drogą, dowiaduję się, że coś ze mną nie tak skoro lubię i słucham trzech skrajnie różnych gatunków. No tak- więc to jest mój list pożegnalny, bo z wcześniej wymienionego powodu idę skoczyć moje życie. Skoro moje gusta są nie tak, to przecież nie będę chwastem w świecie muzycznym.
Za bardzo lubię muzykę, której słucham, żeby ograniczać się tylko do jednego gatunku.
wtorek, 26 stycznia 2010
Psychopatyczny wróg.
Odurza, mami, daje odczucie nadnaturalności, kręci i jest bardziej namiętny niż najlepszy kochanek. Wie, że Go nienawidzisz, przyciąga coraz mocniej. Owinął Cię wokół swojego nieistniejącego palca. Pewny siebie i chory. Reżyser obrazów, uczuć, euforii i strachu. Kocha oplatać twoje marne ciało- zbudowane z twardych kości i mięśni, które jednak z niewidzialnym wrogiem nie wygra. Pieści Cie bólem, pieści Cię urojeniem. Szepcze do ucha, mruczy, wiąże i topi w kotle wypełnionym amnestią. Nienawidzisz Go kochać, kochasz Go nienawidzić. Jednak bierzesz, wyzwalasz jego duszę z małej cząsteczki.
Zamkniemy twoje psychopatyczne macki w recepcie.
niedziela, 24 stycznia 2010
180°
Jest się jeszcze młodym, więc można się zmienić w kilka miesięcy, a nawet tygodni. Ale mnie samą zdumiewa przedarcie się przez własną dziecinność, anty-moralność i głupotę.
Wszystko w tym roku jest inaczej, niż miało być. Szczypta zaskoczenia- jak życzyłam sobie samej na nowy rok. Można powiedzieć, że osiągnęłam nirwanę. Nie żeby miało to coś wspólnego ze szczęściem, bo pojęłam w końcu, że ono nigdy nie nadejdzie. Osiągnęłam nirwanę nawrócenia na naukę moralistów i idealistów. OŚWIECENIE- tak to można nazwać. Jestem jak dziecko, lub jak starzec- nie zależy mi już na czymś, co można dotknąć, zmaltretować i wykorzystać- spokój (spokój, czyli boska namiastka szczęścia) jest dla mnie najważniejszy.
Kilka miesięcy, a jednak tak wiele nowych poglądów ukształtowało się w mojej głowie.
Kilka miesięcy, a jednak tak wiele nowych poglądów ukształtowało się w mojej głowie.
Zrozumiałam.
Teraz wiem więcej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
