środa, 23 września 2009

Spowiedź świra.

Kochani, dziś bezpruderyjnie obnażę przed wami... mój rachunek sumienia. Kreślę sobie po nim szlaczki, kółka, wszystkie "kurwy" i wagary. Tu dopiszę jeszcze to, tam to. Ach, niech będzie- kłamałam. Niech będzie- obmawiałam. Ach, no proszę- paliłam. Wróć! Kłamałam... Och, czyż to naprawdę moja wina? Ktoś swoim butem kopie w drzwi do mojej głowy, wchodzi, zadaje pytanie.. A ja mam mu odpowiadać na coś, na co nie chcę, zgodnie z prawdą? To nie moja wina, że pyta. To jego wina, że skłamię. Wykreślamy. Ale świr nie będzie spowiadał się tylko z grzechów. O nie. Świr spowiadał się będzie z głupoty. Więc... Przeżyłam już kilka trudnych chwil i jedyne co teraz mnie denerwuje, to zbyt wysoka temperatura. Człowiek, który życie choć trochę poznał, powinien stać się choć trochę poważny. A ja staję się głupsza z dnia na dzień. Co prawda mogłabym z takimi predyspozycjami zabłysnąć w show biznesie... Jako miernota. Czyli spoko, dzieciaki by mnie pokochały. I z jednej strony głupoty chcę- dla waszej miłości, z drugiej strony- po co macie mnie kochać? Czyli nie jest "fajnie"... Nie jest nawet łatwo. W ogóle trudno czasem jest mi się pogodzić, że ja to ja. Moja postać jest chyba tylko parodią dawnej wersji mojego charakteru, a ambicje utonęły w fali bzdurnych zahamowań. I nie wiem czy hamuje mnie ktoś, czy robię to ja. Może sama przywiązałam się do budy i tylko głośno szczekam, nie mogąc nic innego. Ale czy...
dajecie mi rozgrzeszenie?

wtorek, 22 września 2009

Budzi się...

22:17. Wcześnie. Jak na mnie wcześnie. W wakacje na spoczynek przyszedłby czas za jakieś sześć godzin. Teraz- tik, tak.. tik, tak... Ale że większość chłopa  na tej Ziemi stwierdziłoby, że jest "noc", przyszedł czas na schizy... Żaden odchył spowodowany środkami odurzającymi... Gorzej.
Mózg się budzi.
Po całym dniu słuchania nauczycieli, znajomych i mojej osoby mózg postanowił wstać. Dzień dobry Panie Mózgu! A w zasadzie dobrej nocy.
Jako ulubioną porę doby obrałam sobie noc. Ta cudowna czerń, ta wyjątkowa cisza... I ten niewysłowiony natłok myśli! Te dobre omijam, są zbyt naturalne. Te złe? Po kilkunastu latach (jednak krótkim stażu) nie robią już takiego wrażenia. Można by je podkręcić/nasycić muzyką. Jednak dźwięk w komputerze jest raczej niemy. W takim razie pozostaje się skupić na tych neutralnych. Nie są złe, nie są dobre... Więc są dziwne. I nakazują mi działać dziwnie. Wykonywać całkowicie niepotrzebne ruchy. Miotać się od prawej strony biurka do lewej. Mój Boże kochany! Jakże niedoskonałą i zmienną mnie stworzyłeś. W szkole- debil, w nocy- schizol. Stuk, stuk. Klawiatura jest głośna. Zamiast boskiego głosu Molko, słucham klawiatury. A to wszystko dlatego...
że mózg pracuje już pełną parą.
Oto wprowadzenie do MOICH SCHIZ.