niedziela, 11 lipca 2010

Zielony neuron

Poznałam prawdziwy smak moich zmysłów, wykorzystałam je- wycisnęłam z nich słodką esencję. Owa esencja zwyczajowo oblewała mnie i nawilżała godzinami, dopóki... na jej miejsce bezczelnie nie wpełzała trzeźwość. Trzeźwość brutalna, statyczna i niekolorowa. Robiła to delikatnie, lecz szybko. Zmysły, nadal się kołysząc, próbowały wrócić do do normy. Próbowały... przyzwyczaić się do tego, że piękno umysłu zostaje tak nagle zablokowane, stłamszone. Znów zaczynało się myślenie szablonowe, ograniczone. Przed chwilą czułam więcej. Przed chwilą mogłam więcej. Przed chwilą, choć osamotniona przez trzeźwość, wiedziałam więcej. Czułam na karku problemy innych, czytałam wiersze ich mentalności, porozumiałam się z psychozą. Dana mi była wrażliwość, dane mi było patrzenie otwartymi oczyma na swoją wyobraźnię.

1 komentarz: